Szlakiem Mierzei Wiślanej, czyli jedziemy na rybkę do Stegny

utworzone przez 2021/01/24Mierzeja Wiślana, Pomorskie, Promowane, Żuławy0 komentarzy

DZIEŃ WYPRAWY:

27 LIPIEC 2019 roku

Opis trasy:

Starogard Gdański – Tczew / Sobieszewo / Mikoszewo / Stegna / Krynica Morska / Żelichowo / Palczewo / Tczew – Starogard Gdański

AllTrails – kod QR

Statystyki trasy:

Długość trasy: 229,38 km
Czas przejazdu: 11:56:42 h
Kalorie: 3812 kcal
Różnica wzniesień: 915 m

Szczegóły trasy:

Przed nami duże wyzwanie, ponieważ dzisiaj do pokonania mamy ponad 200km. Tym razem kierujemy się w stronę morza, a dokładniej Mierzei Wiślanej. Naszą trasę chcemy pokonać po nowo wyznaczonym szlaku rowerowym R10, który jest częścią międzynarodowego szlaku EuroVelo 10 przebiegającego dookoła basenu Morza Bałtyckiego o łącznej długości 8539km. Polski odcinek ma długość 588km i przebiega przez trzy województwa: zachodnio – pomorskie, pomorskie i warmińsko – mazurskie.

Punkt 06:00 ze Starogardu Gdańskiego wyrusza na trasę „Gruby” Grzesiek, część trasy przemierza tzw. „berlinką”. Na wysokości miejscowości Swarożyn skręca w kierunku Wędkowy i dalszy odcinek (aż do Tczewa) pokonuje przez tereny leśne.

Po godzinie samotnej jazdy Grubas dojeżdża do Tczewa, gdzie dołącza do niego „Chudy” Grzesiek. Teraz już wspólnie kierujemy się  wzdłuż rzeki Motławy, aż do miejscowości Wiślina, pokonując kolejne kilometry ścieżką rowerową. W miejscowości Wiślina wjeżdżamy na DW226 i kierujemy się do Przejazdowa, gdzie wjeżdżamy na szlak rowerowy  R10. Ten kilkukilometrowy odcinek trasy robi na nas bardzo pozytywne wrażenie pod względem jakości nawierzchni oraz infrastruktury dla rowerzystów. Wkrótce docieramy do zwodzonego mostu nad Martwą Wisłą, który zapewnia bezpieczne i stałe połączenie Wyspy Sobieszewskiej z lądem. Most noszący imię 100-lecia Odzyskania Niepodległości Polski ma 173 metry długości (ze skrzydłami – 181,5 m), a czas jego otwierania to 2,5 minuty, co znacznie usprawniło dojazd na Wyspę Sobieszewską.

Na Wyspie Sobieszewskiej kierujemy się do rezerwatu przyrody  „Ptasi Raj”. Stanowi on unikalny obszar przyrodniczy na powierzchni 200 ha. utworzony w 1959 w celu ochrony ostoi ptactwa wodnego i błotnego. Ze względu na bogactwo ptasiej fauny obszar ten ma wysoką rangę w skali międzynarodowej i jest elementem Obszaru Specjalnej Ochrony Ptaków „Natura 2000”. Wyznaczonymi leśnymi traktami docieramy do dwóch wież obserwacyjnych. Pierwsza, mniejsza wieża znajduje się nad brzegiem jeziora Karaś, które z roku na rok wypłyca się i zarasta trzcinami oraz roślinnością bagienną. Po pokonaniu kolejnych kilkuset metrów docieramy do zdecydowanie większej wieży nad jeziorem Ptasi Raj z której rozpościera się piękny widok na ujście Wisły Śmiałej do morza oraz piaszczystą mierzeję oddzielającą jezioro od Bałtyku.

Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej w kierunku przeprawy promowej przez Wisłę, który łączy dwa brzegi Świbna i Mikoszewa. Prom pływa sezonowo – od końca kwietnia do października, od godz. 5.00 do 22.00. Przeprawa na drugą stronę rzeki zajęła nam około 5 minut, podczas której możemy obserwować wpływającą do morza królową polskich rzek.

Po przeprawieniu się na drugą stronę Wisły kontynuujemy naszą jazdę trasą rowerową R10. Wiedzie ona przez środek lasu, po bardzo dobrze utwardzonym szutrze, a zastosowania nawierzchnia nie ingeruje w jakikolwiek sposób w otaczającą nas przyrodę. Nawierzchnia tego szlaku rowerowego jest tak dobrze przygotowana, że mamy wrażenie jazdy po bardzo dobrej jakości asfalcie.

Nasz cel tego dnia to miejscowość Piaski tuż przy granicy z Obwodem Kaliningradzkim. Czy się uda??? Tego jeszcze nie wiemy.  

Po dotarciu do Stegny postanawiamy zrobić przerwę na obiad, w nadmorskiej restauracji „Halibut” zamawiamy smażoną rybkę i piwko (oczywiście 0%). Niestety czas oczekiwania na posiłek w nadmorskich restauracjach w środku sezonu jest bardzo długi (trzeba to uwzględnić podczas planowania wycieczki rowerowej), jednak świeża rybka nad morzem jest tak pyszna, że rekompensuje nam tą niedogodność.

Po obiadku ruszamy dalej, niestety oznaczenie trasy nie jest już tak dobre jak na początkowych kilometrach R10 (odcinek Mikoszewo – Stegna) i kilka razy mimowolnie dojeżdżamy do DW 501. Jazda pięćsetjedynką w sezonie nie należy do najprzyjemniejszych ze względu na bardzo duże natężenie ruchu, co chwila słychać odgłos klaksonu zniecierpliwionego kierowcy. Po kilku kilometrach błądzenia dojeżdżamy do nowo otwartego odcinka R10 w miejscowości Przebrno. Widoki na trasie rowerowej, która wiedzie wzdłuż wybrzeża Zatoki Gdańskiej jest tak niesamowity, że rekompensuje wszelkie niedogodności jakich doświadczyliśmy na ostatniej prostej.

Zatrzymujemy się przy jednym z wejść na plaże i schodzimy na dół, aby przez chwilę pomoczyć nogi w morzu. Do Krynicy Morskiej dojeżdżamy około 18:00, a do domu jeszcze około 110 km, także jesteśmy zmuszeni zrezygnować z dalszej trasy w kierunku granicy Polski (miejscowość Piaski) i zawracamy w kierunku domu.

Postanawiamy że wracać będziemy brzegiem Zalewu Wiślanego jednak po kilku kilometrach trasa się urywa i zmuszeni jesteśmy kontynuować naszą podróż DW501. W Sztutowie skręcamy w drogę lokalną i wzdłuż rzek Wisła Królewiecka oraz Tuja kierujemy się w stronę Nowego Dworu Gd. W miejscowości Żelichowo zatrzymujemy się przy zabytkowym domu podcieniowym, który obecnie pełni funkcję restauracji „Mały Holender”. Jest to nie tylko gospoda ale miejsce pełne historii. Dom podcieniowy został wybudowany ponad 300 lat temu w miejscowości Jelonki koło Pasłęka. W 2003 r. został zakupiony przez obecnych właścicieli za cenę drewna opałowego, a następnie odrestaurowany i przeniesiony przez nich do Żelichowa w zakole rzeki Tuji. Dom został odtworzony z zachowaniem pierwotnego układu pomieszczeń. Ma wielką izbę (pomieszczenie reprezentacyjne), sypialnię, czarną kuchnię, służbówkę (gabinet gospodarza), korytarz gospodarczy i podcienie – spichlerz i kuchenny. Niestety czas płynie dziś nieubłaganie, zamawiamy tylko małe espresso i ruszamy dalej.

W Nowym Dworze Gdańskim skręcamy na Ostaszewo gdzie zatrzymujemy się przy ruinach gotyckiego Kościoła, który został zniszczony w 1945 roku. Obok ruin kościoła znajduje się cmentarz, a na nim między innymi grób nieznanego, niemieckiego żołnierza z tabliczką upamiętniającą wydarzenia z 1945 roku. Żołnierz odmówił wykonania rozkazu podpalenia świątyni i został rozstrzelany przez swoich kolegów z oddziału. Przy kościele znajdują się również stare kwatery grobowe dawnych proboszczów, zwieńczone żeliwnymi krzyżami.

Dalej kierując się żuławskimi drogami docieramy do malutkiej miejscowości Palczewo, gdzie na skraju wsi stoi unikalny na Żuławach wiatrak przemiałowy typu „holender”, Został zbudowany w XIX wieku i prawdopodobnie użytkowany był również po II wojnie światowej. Jest to konstrukcja murowano-drewniana z ośmioboczną, wysoką, ceglaną podstawą i ośmioboczną, drewnianą wieżą. W podstawie wiatraka, w dolnej kondygnacji, z obu stron znajdują się otwierane wrota. Wieża jak i umieszczona na niej obracana czapa kryte są gontem.

Jadąc dalej w środku wsi napotykamy urokliwy drewniany kościółek, który jest unikatowym obiektem na szlaku architektury drewnianej Żuław. Prosta forma bryły budynku, niesamowita faktura starego drewna, aż żal że ze względu na wieczorową porę nie mieliśmy możliwości zobaczyć wnętrza tej klimatycznej świątyni (zostawimy sobie tą atrakcję na kolejne wycieczki po żuławskich szlakach).

Dojeżdżamy do miejscowości Boręty, gdzie znajdują się ruiny kościoła gotyckiego, spalonego przez hitlerowców w 1945 roku. Pozostały ściany do wysokości podstawy dachu i przypory. Nie ma konstrukcji dachu, stropu ani wieży, stolarki okiennej ani żadnego elementu wyposażenia. Ruinę otacza współczesny cmentarz, a całość jest ogrodzona i udostępniona do zwiedzania.

Końcowe kilometry naszej dzisiejszej wycieczki pokonujemy w totalnych ciemnościach, zatrzymujemy się jeszcze na chwilę na moście w miejscowości Knybawa, gdzie widok panoramy Wisły o zmroku jest niesamowity. Pstrykamy kilka fotek, niestety kadry uchwycone telefonem nie odzwierciedlają tego pięknego widoku jaki mamy przed oczami.

Za mostem nasza ekipa się rozdziela, każdy z nas ostatnie kilometry pokonuje samotnie. Jesteśmy już ponad 16 godzin w siodle, walczymy ze zmęczeniem i własnymi słabościami, szukamy ostatków energii i motywacji do pokonania tych kilkunastu ostatnich kilometrów naszej drogi do domu…

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *